Reklama

Mów mi Jurek! Historia Jurka Tatarka – droga bez strategii

Poznaliśmy się podczas targów Instalacje w Poznaniu. On przyjechał z Wrocławia, ja miałam przygotowane pytania i w głowie pewien obraz: spotkanie z poważnym właścicielem dużej firmy, człowiekiem sukcesu, który od lat funkcjonuje w świecie biznesu. Odpowiedział na moją prośbę. A potem spotkaliśmy się i powiedział: Mów mi Jurek. I w tym jednym zdaniu coś pękło, cała ta formalna konstrukcja, którą sobie wcześniej zbudowałam. Od pierwszych minut nie było dystansu. Była rozmowa. Prawdziwa. Taka, w której człowiek przestaje patrzeć na zegarek.
Mów mi Jurek! Historia Jurka Tatarka – droga bez strategii
Jerzy Tatarek z córką Anną

Jurek zaczął opowiadać swoją historię i bardzo szybko zrozumiałam, że nie da się jej zamknąć w schemacie, bo jego droga zawodowa w ogóle nie przypomina typowej historii biznesowej. To raczej ciąg decyzji podejmowanych gdzieś pomiędzy pasją, przypadkiem a odwagą.

Jurek to z wykształcenia pedagog. Pracował w szkole, tam prowadził zajęcia techniczne, uczył młodych ludzi rysunku technicznego, elektrotechniki, przygotowywał ich do studiów. Już wtedy szedł trochę pod prąd. Młodzież go uwielbiała, bo nie był surowym pedagogiem – słuchał ich i z nimi rozmawiał.

W pewnym momencie pływał na Stefanie Batorym. Pracował w dyskotekach: światła, muzyka, energia nocy... . Tam też uczył się elektroniki, praktycznie, intuicyjnie, dotykając sprzętu, naprawiając go i obserwując bardziej doświadczonych. Miał kontakt z muzykami, widział, czego potrzebują. W końcu założył firmę… czyszczącą dywany. Zrobił to, bo zauważył coś prostego: w hotelach, w których bywał, była taka potrzeba. Generalnie, każdy by to zignorował, a on po prostu na tę potrzebę odpowiedział. Ta uważność na rzeczywistość przewijała się przez całą jego opowieść. Nie było wielkich biznesplanów pisanych na lata do przodu. Było patrzenie, słuchanie i działanie.

Z czasem pojawiły się kasety – nagrywał je, rozwoził po sklepach muzycznych, księgarniach. Potem były zasilacze do instrumentów. Ktoś mu podpowiedział, że tego brakuje. Spróbował. Później była elektronika do grzejników. Regulatory. Kolejny krok. Aż w końcu – automatyka do kominków i kotłów. Kierunek, który z czasem stał się fundamentem jego firmy i pozwolił tej firmie stać się jedną z największych w swojej branży. 

Kiedy o tym mówił, nie było w tym ani grama przechwalania się, raczej spokój. Podkreślał jedno: udział innych ludzi - i w trakcie naszej rozmowy padały konkretne imiona współpracowników. Gdyby tylko mógł, wymieniłby wszystkich z imienia i nazwiska, bo każdy miał swój udział w budowaniu tej firmy, ale zwyczajnie zabrakłoby na to miejsca w gazecie - dlatego jeśli to czytacie i mieliście choćby najmniejszy wpływ na to, czym dziś jest firma Tatarek - wiedzcie, że on o tym pamięta. Że kiedy kończyła się jego wiedza, pojawiali się inni – mądrzejsi w danym obszarze, bardziej doświadczeni. Że firma nie powstałaby bez pracowników, bez partnerów, bez tych wszystkich rozmów, podpowiedzi, wspólnych decyzji. Mówił o tym z ogromnym szacunkiem dla innych. Zresztą widać to było w sposobie, w jaki budował biznes. Bez skomplikowanych kontraktów, a w zamian uścisk dłoni, spojrzenie w oczy, zaufanie. Dziś brzmi to niemal nierealnie. A jednak właśnie w ten sposób budował relacje, które – jak sam mówi – trwają do dziś, nawet po kilkudziesięciu latach. 

Nie oznacza to jednak, że było łatwo. Był moment kryzysu, kiedy załamał się rynek wschodni. Stracił ogromną część sprzedaży, praktycznie z dnia na dzień. I wtedy zamiast się wycofać, wsiadł w samochód i zaczął jeździć. Powiat po powiecie. Spotkanie po spotkaniu. Twarzą w twarz. I odbudowywał rynek w Polsce.

Słuchając tego, miałam wrażenie, że dla niego najważniejsze zawsze było jedno: nie uciekać, ani od problemu, ani od ludzi, ani od odpowiedzialności. A jednocześnie – i to chyba poruszyło mnie najbardziej – potrafił powiedzieć wprost o kosztach. Że sukces nie jest za darmo. Że były momenty, kiedy firmy było więcej niż rodziny. Że dzieci czasem czuły jego brak. I że dziś zrobiłby to inaczej. Bez tłumaczenia się. Bez wybielania. Po prostu uczciwie. Podkreślał wkład swojej żony, która zawsze go wspierała w jego decyzjach.

W tej historii jest też miejsce na pasję – taką, która nie ma nic wspólnego z tabelkami i wynikami sprzedaży. Jurek kocha siatkówkę plażową. Stworzył drużynę Tatarek Team – jedną z pierwszych w Polsce profesjonalnych drużyn kobiecej siatkówki plażowej. Zaczęło się od rozmowy, od dwóch zawodniczek, które ktoś mu przedstawił. Warto im pomóc – usłyszał. I tym razem też nie było wielkiej strategii. Była decyzja. Z czasem to zaangażowanie przerodziło się w coś większego. W środowisko, relacje, realny wpływ na rozwój tej dyscypliny. Do dziś jest z nią związany, jeździ na turnieje, obserwuje i wspiera.

Dziś pracuje inaczej niż kiedyś. Mniej - bo od kilku lat coraz więcej odpowiedzialności przejmuje jego córka Ania, która z dużym wyczuciem i skutecznością wchodzi w rolę liderki. Z firmą związana jest od 28 lat, dzięki czemu zdobyła doświadczenie pozwalające jej dziś praktycznie samodzielnie nią zarządzać, przy wsparciu zespołu. To ona, razem z działami marketingu i produkcji, organizuje regularne - cotygodniowe spotkania poświęcone planowaniu produkcji i sprzedaży, dbając o sprawne funkcjonowanie całego przedsiębiorstwa. Dzięki jej zaangażowaniu Jurek sam może pozwolić sobie na więcej przestrzeni dla siebie. Nie dlatego, że musi, ale dlatego, że już nie chce inaczej. Nauczył się, że życie to nie tylko firma. Że trzeba złapać proporcje, których kiedyś zabrakło. Więcej czasu daje sobie. I wraca do tego, co było z nim od zawsze – do muzyki. Jeździ, gra, puszcza muzykę. Nie z plików, nie z playlist - z winyli. Trochę jakby chciał zatrzymać czas. Albo przynajmniej zwolnić tempo do takiego, które pozwala naprawdę słuchać. Kiedy o tym mówił, miał w sobie ten sam błysk, co wtedy, gdy opowiadał o swoich początkach w dyskotekach, przy kablach, światłach, dźwięku. Jakby pewne rzeczy w ogóle się nie zmieniły.

Na końcu tej rozmowy nie widziałam już tylko przedsiębiorcy. Widziałam człowieka, który przeszedł długą drogę, pełną zakrętów, prób, błędów, odważnych decyzji i ciężkiej pracy. Człowieka, który nie bał się zaczynać od nowa. Który dba o detale. Który docenia ludzi, ale też życie poza pracą. I który, mimo wszystkiego, co osiągnął, nadal potrafi powiedzieć: Mów mi Jurek.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama