Reklama

Wielkie możliwości małych piecyków

Piece kominkowe, wolno stojące paleniska na drewno, wykonane z żeliwa lub stali, są od lat obecne w europejskich domach. Od lat? Od wieków! Godin powstał w roku 1840, Haas & Sohn w 1854, z roku 1853 pochodzą Jøtul i Mørso, z 1873 Supra, a Wamsler z roku 1875. A przecież był jeszcze w 1742 roku (!) amerykański piecyk Benjamina Franklina.
Wielkie możliwości małych piecyków
Piecyk pelletowy wodny Ravelli / Ekoflam

Piece kominkowe, wolno stojące paleniska na drewno, wykonane z żeliwa lub stali, są od lat obecne w europejskich domach. Od lat? Od wieków! Godin powstał w roku 1840, Haas & Sohn w 1854, z roku 1853 pochodzą Jøtul i Mørso, z 1873 Supra, a Wamsler z roku 1875. A przecież był jeszcze w 1742 roku (!) amerykański piecyk Benjamina Franklina. Więc gdy wciąż czytam o „nowości”, jaką są piecyki, aż mnie skręca, by nie odpisać czegoś niecenzuralnego internetowemu „znawcy”. Piecyki wolno stojące z pewnością nowością nie są, natomiast pewne rozwiązania techniczne czy estetyczne faktycznie pojawiały się znacznie później, tak jak pod koniec lat 80-tych XX wieku piecyki opalane granulatem drzewnym – pelletem. W ostatnich dziesięcioleciach pojawiły się również zaostrzone wymagania ekologiczne, które wpłynęły na konstrukcję. Najnowsza jest dyrektywa Unii Europejskiej „Ekoprojekt”, którą większość produktów już spełnia, chociaż formalnie obowiązywała będzie w Europie dopiero od 1 stycznia 2022 roku. Piecyki nie mają w Polsce lekko, a powodów trudno jest zliczyć i do końca zrozumieć… Może piecyki są po prostu dla wielu potencjalnych nabywców zbyt zwyczajne, namacalnie istniejące, więc wolą ryzyko i przygodę z budowaniem kominka. Wybierają często „dzieła” wątpliwej estetyki, zamiast skorzystania z efektów pracy znanego projektanta. Może nie znają wszystkich możliwości, jakie dają niepozorne piecyki?

Zdjęcia od góry:  piecyk na drewno LaNordica, piecyk na pellet RED/Wentor, piecyk na pellet Edilkamin, piecyk na pellet Thorma
SALONOWY KOCIOŁ C.O.

Przez wiele wieków domowe ciepło była domeną zdunów i budowanych przez nich pieców kaflowych. I trzeba przyznać, że zatrzymywanie ciepła „na dłużej” wychodzi piecom doskonale, więc bardzo długo stanowiły one podstawowe ogrzewanie europejskich domów. Do perfekcji dopracowano je szczególnie w zimniejszych krajach, a liczne kaflarnie dbały, aby piece kaflowe spełniały również oczekiwania estetyczne. Raz, dwa razy na dobę rozpalane utrzymywały ciepło przez wiele godzin, a nawet dni! Dopiero pojawienie się kotłów węglowych i systemów centralnego ogrzewania wodnego wyhamowało piecowa ekspansję. Kolejnym etapem było wprowadzenie do systemów ogrzewania wygodnego i wydajnego paliwa – gazu.

„Koza” czyli wolno stojący piecyk z płaszczem wodnym 

Osobiście nie lubię tego terminu dla pieców wolno stojących, ale tak się to w Polsce przyjęło i już, więc będzie o „kozach”.

Coraz mniejsze i lepiej izolowane budynki spowodowały zmniejszenie rozmiarów kotłów. Kotły gazowe coraz częściej wieszane są na ścianach, a te na paliwa stałe kurczą się niemal do wymiarów wolno stojącego piecyka żeliwnego czy stalowego, popularnie zwanego „kozą”. Stąd już tylko krok do powstania hybrydy (kolejne modne słowo!), czyli połączenia walorów piecyka typu „koza” z możliwościami kotła centralnego ogrzewania. Nie wiem, kto pierwszy wpadł na ten pomysł, ale dzisiaj każdy szanujący się producent kominków ma takie rozwiązania w swojej ofercie. Wymiennik wodny, zwykle umieszczony w górnej części piecyka nad paleniskiem, sprawia, że to właśnie do wody przekazywana jest znaczna ilość energii. 

Artykuł w całości przeczytasz przechodząc do wydania elektronicznego. Kliknij TUTAJ!

 

Witold Hawajski

 

redaktor naczelny magazynu "Świat Kominków"

                                    


Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama