Nic nie irytuje mnie bardziej niż władza, która zamiast szukać rozwiązania problemu obywatela, wykorzystuje całą siłę urzędu, żeby udowodnić mu, że „to ona ma ostatnie słowo”!
Część z Was zna historię pani Małgorzaty Zegarek, emerytki z Krakowa a właściwie z samych obrzeży miasta.
Mieszka w domu, którego przez lata nie miała realnej możliwości ogrzewać w inny sposób niż drewnem. Sieć ciepłownicza do jej domu nie docierała. Próbowała rozmawiać z władzami Krakowa i szukać rozwiązania. Bez skutku.
Kiedy została ukarana za palenie drewnem, nie przyjęła mandatu.
Poszła do sądu… i wygrała.
W skrócie. Sąd nie zakwestionował samego krakowskiego zakazu spalania drewna, ale w konkretnej sytuacji pani Zegarek dostrzegł coś, czego najwyraźniej zabrakło urzędniczej machinie: człowieka, jego rzeczywistą sytuację i okoliczności, w jakich się znalazł.
Wydawałoby się, że po takim wyroku rozsądna administracja powinna usiąść z mieszkanką przy stole i znaleźć rozwiązanie.
Nic z tego.
Z informacji, które do nas dotarły, wynika, że w tym roku ponownie przeprowadzono kontrolę i ponownie podjęto próbę ukarania pani Zegarek.
Czyli co? Znowu sąd? Znowu stres? Znowu koszty (z emerytury)?
Znowu emerytka ma udowadniać przed wymiarem sprawiedliwości, że chce po prostu mieć zimą ciepło w swoim domu?
A po drugiej stronie?
Urząd. Prawnicy. Procedury. Czas. I publiczne pieniądze – którz je liczy Kraków jest bogaty.
To już nie jest dyskusja o tym, kto jest za kominkami, a kto przeciw. To jest pytanie o granice urzędniczej władzy i zwykłą ludzką przyzwoitość.
Ok. prawo trzeba respektować. Ale państwo i samorząd nie mogą działać jak automat: jest przepis, jest obywatel, więc znajdźmy sposób, żeby go ukarać.
Administracja publiczna istnieje po to, żeby rozwiązywać problemy mieszkańców, a nie żeby udowadniać, że ma więcej czasu, pieniędzy i możliwości procesowych niż pojedynczy człowiek.
I jest w tym wszystkim gorzki paradoks.
W maju mieszkańcy Krakowa odwołali w referendum Prezydenta Miasta. Za jego odwołaniem zagłosowało ponad 171 tysięcy osób. Teraz Kraków czekają przedterminowe wybory.
Może więc warto zadać wszystkim, którzy chcą rządzić tym miastem, jedno bardzo proste pytanie:
Czy urząd w Krakowie ma być dla mieszkańca, czy mieszkaniec dla urzędu?
Bo pani Małgorzata Zegarek nie powinna po raz kolejny samotnie mierzyć się z całym aparatem miasta.
Jeżeli ta sprawa ponownie trafi do sądu, pani Zegarek ponownie zasługuje na nasze wsparcie.
Nie dlatego, że stoi za nią wielka firma, partia czy grupa interesu. Właśnie dlatego, że stoi sama.
I czasem właśnie wtedy najbardziej widać, po czyjej stronie naprawdę stoi państwo.
Mieszkańcy Krakowa i nie tylko zadajcie to pytanie swoim kandydatom na prezydenta czy też włodarzom.
