Jak powstaje kuchnia kaflowa? Zobaczyłam pracę zduna od środka
Nie mogłam nie skorzystać z tej propozycji. Kilka miesięcy później znalazłam się na budowie – nie tylko jako obserwatorka, lecz jako uczeń. Przyglądałam się pracy od środka, z bliska, w rytmie, który narzuca samo rzemiosło, a nie wyobrażenia o nim. Swoimi praktycznymi doświadczeniami z tej realizacji chcę podzielić się z każdym, kto marzy o własnym piecu lub kuchni kaflowej, nie po to, aby kogokolwiek zniechęcać, wręcz przeciwnie – by dobrze przygotować do tego, czym naprawdę jest taka budowa. Chcę też przybliżyć ważną rolę, jaką w tym pełni zdun – człowiek, który nie tylko buduje piec, ale bierze odpowiedzialność za jego trwałość, bezpieczeństwo i przyszłość w czyimś domu.
Kuchnia kaflowa zamiast kominka. Z potrzeby ciepła i z tęsknoty za domem
Za każdą realizacją kryje się czyjaś historia, wspomnienia i potrzeba stworzenia domu, do którego chce się wracać. I taką właśnie historię mają Dorota i Jan – inwestorzy, których miałam okazję odwiedzić podczas realizacji Marcina. W miejscu, w którym powstała kuchnia kaflowa, przez blisko dwadzieścia lat znajdował się kominek. Oni postanowili zamienić go na urządzenie, które nie tylko będzie źródłem ciepła, ale stanie się prawdziwym centrum domu. Decyzja miała kilka powodów. Z jednej strony, chodziło o kwestie praktyczne – możliwość obniżenia kosztów ogrzewania, lepszego wykorzystania energii, zabezpieczenia na wypadek przerw w dostawie prądu. Natomiast z drugiej strony, za tym pomysłem stało coś znacznie bardziej osobistego. Pani Dorota wspominała kuchnię kaflową z domu rodzinnego. To właśnie z nią kojarzyło jej się domowe ciepło. Opowiadała o garnku z zupą stojącym zawsze na płycie, gotowym dla każdego, kto wracał do domu głodny i zmarznięty, o powiedzonku swojego taty: „Gość w dom, woda do zupy’’, o kuchni, wokół której toczyło się codzienne życie. Nowa realizacja miała być nie tylko nowoczesnym urządzeniem grzewczym, ale również próbą przywrócenia namiastki dzieciństwa.
Projekt kuchni kaflowej. Zdun nie tylko buduje ale też projektuje
Zanim miejsce budowy zostało przygotowane, powstał projekt. W miejsce starego kominka musiała zostać wpasowana dużo większa bryła. Takie przedsięwzięcie wymaga zaplanowania, zastanowienia się nad możliwościami, ponieważ kuchnia kaflowa to nie mebel, który można przestawiać. Położenie takiego urządzenia wymaga dopasowania przede wszystkim do przewodu kominowego, co wymusza jej położenie. Inwestorzy zamarzyli, aby w bryle kuchni znajdował się również piekarnik, piec chlebowy i suszarnia nad piecem chlebowym. W takim przypadku zdun planuje odpowiednie ułożenie kanałów dymowych, żeby spaliny które muszą wydostać się przez komin, miały odpowiednią temperaturę w każdym z miejsc, przez które przechodzą.

Zdun to nie tylko rzemieślnik. Za kaflami kryje się wiedza i odpowiedzialność
Podczas tych kilku dni zrozumiałam ważną rzecz – zduństwo to nie tylko glina, kafle i umiejętność ich odpowiedniego ułożenia, a dobry zdun musi być po trochu budowlańcem, materiałoznawcą, fizykiem, chemikiem, a czasem nawet elektrykiem. Musi rozumieć właściwości materiałów, wiedzieć, jak zachowują się pod wpływem wysokiej temperatury, znać zasady przepływu spalin, akumulacji ciepła i wentylacji. Musi przewidywać skutki decyzji podejmowanych dziś, które będą miały znaczenie jeszcze za kilkanaście lat. Każdy element konstrukcji, każdy zastosowany materiał i każde rozwiązanie techniczne muszą być dokładnie przemyślane. Nie chodzi przecież wyłącznie o estetykę czy sprawność grzewczą, bo powstające urządzenie ma służyć domownikom przez wiele lat, dawać ciepło, komfort i poczucie bezpieczeństwa. Nie może stwarzać zagrożenia ani w dniu odbioru, ani po tysiącach kolejnych rozpaleń. Dlatego w zduństwie nie ma miejsca na przypadek, prowizorkę czy drogę na skróty. Za piękną fasadą kafli kryją się wiedza, doświadczenie i odpowiedzialność, których często nie dostrzegamy, patrząc na gotową realizację.
Miałam tylko patrzeć. Tymczasem dostałam do ręki pierwszy kafel
Nie miałam pojęcia, jak wiele pracy, wiedzy, precyzji i cierpliwości kryje się za każdym rzędem kafli i jak daleka jest droga od prostego „zbudujemy kuchnię” do gotowego urządzenia. Towarzyszyła mi ekscytacja, ale też całkiem spora dawka stresu. Bałam się, że coś zepsuję. W końcu kafle nie należą do najtańszych materiałów. Wyobrażałam sobie raczej, że będę stała z boku, obserwowała, zadawała pytania i chłonęła wiedzę. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna....
Marcin najpierw cierpliwie wszystko mi wyjaśnił. Tłumaczył, pokazywał, odpowiadał na każde pytanie, nawet te z serii „najgłupsze”. A potem wydarzyło się coś, czego kompletnie się nie spodziewałam – dostałam do ręki pierwszy kafel. Z pomocą Marcina i pod jego czujnym okiem postawiłam go na swoim miejscu. Potem drugi. Następny. I kolejny.
Pamiętam ogromną satysfakcję, gdy ściana zaczęła rosnąć, a ja miałam świadomość, że nie jestem już tylko obserwatorem. Moje ręce również dokładały swoją cegiełkę, a właściwie kafel do powstającej kuchni. Ku mojemu zaskoczeniu kafle nie okazały się tak kruche i „porcelanowe”, jak wcześniej sobie wyobrażałam. Oczywiście, wymagały ostrożności i szacunku, ale nie były eksponatami muzealnymi, których strach dotknąć. Zduństwo nagle przestało być dla mnie abstrakcyjną teorią z artykułów i wywiadów – stało się czymś bardzo namacalnym.

Obok dumy pojawiło się jednak także poczucie odpowiedzialności. To nie była szkolna makieta, powstawała prawdziwa kuchnia, która miała służyć ludziom przez lata. Ktoś będzie przy niej gotował, piekł, spędzał czas z rodziną. Nie mogła być wykonana „mniej więcej dobrze”. Musiała być wykonana dobrze. Dlatego chyba nieco nadużywałam poziomicy. Co chwilę przykładałam ją do kolejnych elementów, sprawdzając, czy wszystko jest dokładnie tam, gdzie powinno. Dla własnego spokoju kontrolowałam niektóre rzeczy dwa, trzy, a może nawet pięć razy. Marcin patrzył na to z rozbawieniem, ale ja chciałam mieć pewność, że wszystko jest tak, jak należy. Największym zaskoczeniem było jednak to, na jak wiele mi pozwolił. Przyjechałam przekonana, że będę przede wszystkim patrzeć i słuchać. Tymczasem dostałam kredyt zaufania, którego zupełnie się nie spodziewałam. Mogłam nie tylko obserwować pracę zduna, ale naprawdę jej doświadczyć.
Oprócz stawiania kafli dostałam także zadania, które na pierwszy rzut oka wydawały się banalne. Jednym z nich było przygotowanie drucików do spinania kafli. W teorii brzmiało to bardzo prosto – przyciąć, zagiąć i spinka gotowa. W praktyce okazało się, że tak niepozorna czynność wymaga wprawy i siły. Po pierwszym dniu ledwo mogłam ruszać ręką. Oczywiście się do tego od razu nie przyznałam, nie chciałam wyjść na słabeusza. Prawda była jednak taka, że moje dłonie i przedramiona przeżywały właśnie spotkanie pierwszego stopnia z rzemiosłem. Jeszcze bardziej frustrowało mnie coś innego. Mnie zaginanie drutu szło opornie, niezgrabnie i zdecydowanie wolniej, niż bym chciała. Próby wykonania idealnej spinki kończyły się zwykle rezultatem dalekim od zamierzonego. Tymczasem Marcin brał ten sam kawałek drutu i w kilka sekund, z niewyobrażalną wręcz lekkością, tworzył dokładnie taki element, jaki był potrzebny. Patrzyłam na to z mieszaniną podziwu i lekkiej zazdrości. To był jeden z tych momentów, kiedy człowiek uświadamia sobie różnicę między kimś, kto dopiero zaczyna, a rzemieślnikiem mającym za sobą lata praktyki.
Ostatecznie moją specjalnością zostało cięcie drucików. I choć może nie brzmi to spektakularnie, dla mnie było częścią czegoś znacznie większego. Każdy przycięty drut, każdy ustawiony kafel i każda wykonana czynność pozwalały mi lepiej zrozumieć, że zduństwo nie składa się wyłącznie z efektownego końcowego rezultatu. To setki drobnych, często niewidocznych czynności, które razem tworzą trwałą i piękną całość.
Czy przed budową kuchni kaflowej trzeba sprawdzić komin?
Drugiego dnia mojego pobytu przyszedł czas na obowiązkową wizytę kominiarską. Podczas tak gruntownej przebudowy warto pamiętać o dokładnym sprawdzeniu stanu technicznego komina, ponieważ to on w dużej mierze decyduje o bezpieczeństwie i prawidłowym działaniu całej instalacji. Na budowie pojawił się więc mistrz kominiarstwa Andrzej Krokos, wraz z synami Oskarem i Maksymilianem, aby ocenić stan istniejącego komina przed dalszymi pracami. Sama kontrola okazała się dla mnie niemałym zaskoczeniem. W mojej wyobraźni kominiarz wchodził na dach z tradycyjnymi narzędziami, tymczasem do oględzin wykorzystano dron, który pozwolił dokładnie obejrzeć górną część komina i ocenić zakres niezbędnych prac. Był to kolejny moment, w którym przekonałam się, jak bardzo współczesne rzemiosło potrafi łączyć tradycję z nowoczesnością. Niestety, oględziny wykazały, że komin wymaga frezowania. Oznaczało to dodatkowe prace, których wcześniej nie przewidywano, a co za tym idzie – konieczność zmiany harmonogramu.

Zduństwo uczy cierpliwości. Tutaj niczego nie da się przyspieszyć
Jadąc na tę realizację byłam przekonana, że kuchnia powstanie w ciągu tych kilku dni. Rzeczywistość szybko zweryfikowała moje wyobrażenia. Dopiero na budowie zrozumiałam, że postawienie jednego kafla często oznacza kilka wizyt przy szlifierce, kolejne przymiarki i nieustanne sprawdzanie, czy wszystko idealnie do siebie pasuje. To nie jest proces polegający na tym, że bierze się kafel, nakłada glinę i po prostu stawia go na miejscu. Gdyby tak było, budowa trwałaby pewnie o połowę krócej. Tymczasem zduństwo okazało się sztuką cierpliwości. Tutaj nie ma miejsca na pośpiech ani irytację, że coś nie układa się idealnie za pierwszym razem. Trzeba spokojnie poprawić, dopasować, przeszlifować, jeszcze raz przymierzyć i dopiero wtedy przejść do kolejnego elementu. Kafel po kaflu.
Wtedy też pojawiła się u mnie jeszcze jedna refleksja, może trochę żartobliwa, ale trudno było się jej oprzeć. Budowa kuchni od podstaw odbywa się przecież głównie na kolanach. Przez pierwsze godziny miałam wrażenie, że bardziej przypomina to modlitwę, niż pracę budowlaną. Pomyślałam nawet, że zanim zdun kuchnie skończy, najpierw musi się nad całą realizacją porządnie „wymodlić”, żeby później z tych kolan wstać. Jest w tym jednak coś symbolicznego, bo zduństwo wymaga pokory – wobec materiału, wobec ognia, wobec własnych umiejętności i czasu. Im dłużej przyglądałam się pracy Marcina, tym bardziej rozumiałam, że nie da się tutaj niczego przyspieszyć. Każdy dobrze ustawiony kafel jest efektem uwagi, doświadczenia i cierpliwości. A właśnie z takich pozornie niewielkich czynności powstaje coś, co później przez dziesiątki lat będzie służyło domownikom.
Ten krótki pobyt na budowie dał mi znacznie więcej, niż tylko możliwość postawienia paru kafli. Pozwolił zrozumieć ludzi, którzy wykonują ten zawód, zobaczyć ilość wiedzy ukrytej za każdym piecem i poczuć satysfakcję płynącą z tworzenia czegoś trwałego własnymi rękami. Uświadomił mi również, że osoba, która po raz pierwszy decyduje się na budowę kuchni kaflowej w swoim domu, może nie zdawać sobie sprawy – podobnie jak ja – z tego, co naprawdę kryje się za taką realizacją. Z zewnątrz wszystko wydaje się proste: przyjeżdża zdun, stawia kuchnię, a po kilku dniach można rozpalić ogień i gotować obiad. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
Jak długo trwa budowa kuchni kaflowej?
Budowa kuchni kaflowej to nie kilka dni pracy, lecz często wiele tygodni, podczas których trzeba uzbroić się w cierpliwość i zaakceptować, że nie wszystko da się przewidzieć. Pojawiają się dodatkowe prace, nieoczekiwane. W domu przez pewien czas obecne są pył, glina, narzędzia i przedłużacze. Drzwi bywają stale uchylone, bo gdzieś na zewnątrz pracuje mieszadło do gliny. Codzienność na chwilę podporządkowuje się budowie.
Kuchnię u państwa Doroty i Jana udało się ukończyć dopiero po blisko półtora miesiąca. Myślę, że na początku nikt nie przypuszczał, że potrwa to tak długo. Wymagało to dużej cierpliwości od inwestorów i elastyczności wobec sytuacji, na które nikt nie miał wpływu. Frezowanie komina zajęło kolejne dni. Trzeba było pojechać po materiały do hurtowni oddalonej o dwieście kilometrów. Należało poczekać na wykonanie drewnianej deski okapowej i dopracowanie wielu detali, których nie widać na pierwszy rzut oka, a bez których całość nie byłaby ukończona.

Kuchnia kaflowa, która zmieniła moje spojrzenie na pracę zduna
Po swoim wyjeździe pozostałam w stałym kontakcie z Marcinem. Za każdym razem, gdy dostawałam nowe zdjęcia albo rozmawialiśmy przez telefon, byłam przekonana, że to już ostatnia prosta, że zostało najwyżej kilka dni pracy. I za każdym razem rzeczywistość przypominała mi, że rzemiosło ma własne tempo. Nie przyspieszy go pośpiech, dobre chęci, ani najbardziej szczegółowy plan. To chyba jedna z najważniejszych lekcji, jakie wyniosłam z tej budowy. Wykonanie pracy rzemieślniczej osobom patrzącym z boku często wydaje się znacznie prostsze i szybsze, niż jest w rzeczywistości. W gotowej kuchni widzimy piękne kafle, piekarnik, płytę do gotowania i ciepło bijące od nagrzanej ceramiki. Nie widzimy natomiast setek godzin pracy, dziesiątek decyzji technicznych, niezliczonych przymiarek, poprawek i doświadczenia ludzi, którzy odpowiadają za każdy detal.
Pod każdym kaflem kryje się czyjaś praca, wiedza i historia
Teraz, gdy patrzę na ukończoną kuchnię, nie widzę już tylko pięknego urządzenia grzewczego. Widzę historię ludzi, którzy marzyli o przywróceniu do swojego domu wspomnień z dzieciństwa. Widzę cierpliwość inwestorów, wiedzę i odpowiedzialność zduna oraz ogrom pracy ukrytej pod każdym kaflem. Widzę również coś, czego wcześniej nie dostrzegałam – że prawdziwe rzemiosło nie powstaje w pośpiechu. Być może właśnie dlatego kuchnie i piece kaflowe mają w sobie coś wyjątkowego. Powstają powoli, wymagają czasu, zaangażowania i zaufania. A później przez dziesięciolecia odwdzięczają się tym samym, czego od początku szukali ich właściciele – ciepłem, trwałością i poczuciem domu.
PRZEGLĄD KUCHNI NA DREWNO - TO WAŻNE PRZECZYTAJ


FAQ: kuchnia kaflowa i pieco-kuchnia na drewno
Czy kuchnia kaflowa może ogrzać dom?
Tak. Kuchnia kaflowa akumuluje ciepło w swojej ceramicznej masie i oddaje je stopniowo do pomieszczenia. Rozbudowana pieco-kuchnia może także współpracować z instalacją centralnego ogrzewania i przygotowywać ciepłą wodę użytkową.
Czy kuchnia kaflowa działa bez prądu?
Podstawowa kuchnia zduńska opalana drewnem może działać bez energii elektrycznej. Możliwe jest również wykonanie instalacji z wymiennikiem wodnym pracującej bez prądu, ale wymaga to odpowiedniego projektu i wykonania.
Czy nowoczesna kuchnia kaflowa musi wyglądać tradycyjnie?
Nie. Współczesne kuchnie zduńskie mogą mieć minimalistyczną formę i być wykończone nowoczesną ceramiką, cegłą, kamieniem naturalnym czy spiekami kwarcowymi. Możliwe są także przeszklenia paleniska, w tym paleniska narożne.
Czy kuchnię kaflową można połączyć z piecem kaflowym?
Tak. Kuchnia może tworzyć jedną konstrukcję z piecem akumulacyjnym, grzewczą ścianą lub ciepłą ławką. Zwiększa to masę akumulacyjną i powierzchnię oddającą ciepło.
Jak długo pieco-kuchnia może oddawać ciepło?
Duża konstrukcja akumulacyjna może oddawać zgromadzone ciepło nawet przez około 24 godziny po zakończeniu palenia. Zależy to jednak od jej projektu, masy i sposobu użytkowania.
Czy kuchnię kaflową trzeba zaplanować na etapie budowy domu?
Najlepiej tak, ponieważ jej lokalizacja jest związana z przyłączem kominowym. Można ją jednak wykonać także w istniejącym budynku, dopasowując projekt do dostępnego komina i warunków technicznych.
Czy kuchnia kaflowa może mieć płytę indukcyjną lub elektryczny piekarnik
Tak. Współczesne kuchnie zduńskie mogą być konstrukcjami hybrydowymi, łączącymi palenisko na drewno z płytą indukcyjną lub elektrycznym piekarnikiem.
Co wybrać zamiast budowanej kuchni kaflowej?
Alternatywą są gotowe wolno stojące kuchenki na drewno lub urządzenia przeznaczone do zabudowy. Kuchnia wykonywana przez zduna daje jednak większe możliwości indywidualnego dopasowania do wnętrza i potrzeb użytkownika.
