Ile powietrza potrzebuje kominek do spalania drewna?
Zacznijmy od czegoś, czego zwykle nie widać, nie kupuje się na metry przestrzenne i czego na szczęście jeszcze nikt nie próbuje nam reglamentować - od powietrza.
Wydawałoby się, że do palenia w kominku potrzebujemy przede wszystkim drewna. Najlepiej suchego, bukowego, pięknie połupanego i ułożonego w drewutni tak starannie, żeby sąsiad miał czego zazdrościć. Tymczasem drewno to zaledwie część paliwowej układanki. Do spalenia jednego kilograma absolutnie suchego buka potrzebujemy około 1,4 kg tlenu. A ponieważ tlen stanowi tylko 23% masy powietrza, to trzeba tego powietrza dostarczyć prawie 6 kilogramów! To jest dopiero teoretyczne minimum. W rzeczywistym spalaniu w kominku, przy dwukrotnym nadmiarze powietrza (tzw. lambda dla speców), przez palenisko przepłynie go niemal 12 kilogramów!
Nikt nas przecież nie zawstydzi pytaniem czy kilogram puchu jest cięższy od kilograma powietrza. Wiadomo już od szkoły podstawowej, że powietrze również waży. W salonie o powierzchni 20 m² i wysokości 3,3 metra znajduje się go prawie 80 kilogramów. Całkiem pokaźna masa czegoś, co bez najmniejszego wysiłku przesuwamy przed sobą, idąc po kolejne polano.
Jeśli nasz kominek spala 2 kg drewna na godzinę, potrzebuje w tym czasie przepływu około 24 kg powietrza. To równowartość niemal jednej trzeciej całej zawartości naszego salonu! Prosty rachunek podpowiada, że znajdującego się w nim powietrza wystarczyłoby ilościowo na niewiele ponad trzy godziny takiej pracy. Ale uwaga — to tylko porównanie masy powietrza, a nie czas, przez jaki można bezpiecznie palić w szczelnym pomieszczeniu. Warunki prawidłowego spalania pogorszyłyby się znacznie wcześniej, a skutki mogłyby być bardzo nieprzyjemne nie tylko na szybie, ale w sąsiedztwie.

Doprowadzenie powietrza do kominka a szczelność domu
Dochodzimy tutaj do pewnego paradoksu współczesnego budownictwa. Od lat uszczelniamy nasze domy, wymieniamy okna, likwidujemy każdą szczelinę, przez którą mogłoby dostać się choćby odrobinę zimnego powietrza. Uszczelniamy tak skutecznie, że czasami jedynym urządzeniem zainteresowanym wymianą atmosfery pozostaje kominek. Tyle że on nie pyta o nasze preferencje. Potrzebuje powietrza i już.
Na szczęście wiele nowoczesnych miejscowych ogrzewaczy pomieszczeń, czyli MOP-ów, posiada możliwość doprowadzenia powietrza do spalania bezpośrednio z zewnątrz budynku. Odpowiednio zaprojektowany i wykonany dolot pozwala dostarczyć je do paleniska bez polegania na przypadkowych nieszczelnościach w domu. Nie zastępuje to oczywiście prawidłowej wentylacji domu.
Warto o tym pamiętać, zanim w przypływie troski o oszczędność ciepła zatkamy ostatnią kratkę wentylacyjną. Bo choć kominek potrafi ogrzać dom, to przy niedostatku powietrza może zacząć produkować znacznie więcej dymu i tlenku węgla (czadu). A ten ostatni, jak wiadomo, nie należy do szczególnie towarzyskich gazów. Nie ostrzega zapachem, nie uprzedza o wizycie, za to potrafi skutecznie zakończyć spotkanie. Czy ja tu kogoś straszę przed kominkiem? Nie. Raczej przed przekonaniem, że szczelne okna i zaklejona kratka wentylacyjna to dowody szczególnej troski o domowe bezpieczeństwo. Do czadu jeszcze wrócimy w następnym odcinku — bo okazuje się, że nie jest szczególnie wybredny w kwestii paliwa i lubi się również z węglem kamiennym i gazem ziemnym. Skoro już wiemy, ile powietrza potrzeba do spalenia drewna, wypadałoby zapytać, co z samym drewnem? A tu robi się ciekawie.
Drewno opałowe i ograniczenia pozyskiwania drewna z polskich lasów
Moratorium progressus industriae lignariae - Czyli rzecz o czasowym wstrzymaniu rozwoju branży drzewnej do czasu ustalenia, czy drewno jest jeszcze surowcem, czy już wyłącznie elementem krajobrazu.
Z Lasów Państwowych trafia na rynek coraz mniej surowca drzewnego. Mamy moratoria (tymczasowe wstrzymania) dotyczące pozyskania drewna, kolejne obszary proponowane do ochrony i coraz więcej wątpliwych powodów, dla których drzewa powinny pozostać tam, gdzie wyrosły, do ich biologicznej śmierci i rozkładu. Czy to zmierza do nadania wydzielanym fragmentom lasu osobowości prawnej i reprezentacji przez NGO-sy dla rozgrywek politycznych, jak w przypadku Odry? Nie zamierzam kwestionować potrzeby ochrony cennych lasów. Zastanawia mnie natomiast pewien szczegół.
Od stycznia 2026 roku obowiązują nowe zasady pomiaru i klasyfikacji drewna. Przedstawiciele tartaków wskazują, że w efekcie zmian otrzymują fizycznie mniej surowca, nawet o 6–7%, choć wielkości wykazywane w dokumentach nie muszą pokazywać takiego spadku. Lasy Państwowe nie zgadzają się z tą oceną i przekonują, że nowe zasady porządkują pomiar.
Wygląda więc na to, że odkryliśmy kolejną metodę zwiększania zasobów naturalnych. Dotychczas trzeba było posadzić drzewo, poczekać kilkadziesiąt lat, a następnie je pozyskać. Teraz przynajmniej część problemu można rozwiązać przy pomocy odpowiednio zmodyfikowanej metody obliczeniowej. Przykro tylko, że nie da się jej zastosować do zawartości własnej drewutni. Przydałaby się szczególnie pod koniec lutego taka regulacja ze strony Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
Fotowoltaika, pompy ciepła i magazyny energii zimą
A skoro mowa o lutym, to jak co roku zima przynosi nieco rozczarowania właścicielom fotowoltaiki współpracującej z pompą ciepła, co potwierdza faktura za prąd. Okazuje się bowiem, że największe zapotrzebowanie na ogrzewanie występuje dokładnie wtedy, kiedy Słońce pracuje na zdecydowanie skróconym etacie, za to w Chile, Australii czy Południowej Afryce grzeje nie do zniesienia. W czerwcu energii mamy pod dostatkiem, ale grzać jakoś nie trzeba. W grudniu grzać trzeba, natomiast Słońce najwyraźniej uznaje, że zrobiło już swoje.
Na szczęście znaleziono również w Ministerstwie Klimatu i Środowiska rozwiązanie na te anomalie. Na białym koniu, dopalane dotacjami z Funduszu Modernizacyjnego, wjechały przydomowe magazyny energii. Miliard złotych ma pomóc prosumentom skuteczniej wykorzystywać prąd z własnych instalacji. I bardzo dobrze. Szkoda tylko, że wraz z magazynem nie można zamówić kilku dodatkowych godzin grudniowego Słońca.
Pomysł jest znakomity. Nadwyżki prądu wyprodukowanego w dzień możemy wykorzystać wieczorem lub w nocy. Problem w tym, że magazyn energii potrafi przesunąć energię w czasie, ale nie potrafi jej wyprodukować. A przechowywanie lipcowej energii ze Słońca do stycznia w domowym akumulatorze pozostaje nieco trudniejsze, niż sugerują reklamy.
Drewno jako naturalny magazyn energii słonecznej
Warto zatem przypomnieć, że natura opracowała własny sposób magazynowania energii słonecznej znacznie wcześniej, niż wymyśliliśmy panele fotowoltaiczne i akumulatory litowo-jonowe. Nazywamy go fotosyntezą. Drzewo pobiera dwutlenek węgla, wodę, korzysta z energii promieniowania słonecznego i przez lata buduje z nich materię organiczną. Część tej energii zostaje zmagazynowana w wiązaniach chemicznych drewna.
Szczególnie interesujące jest to, że taki magazyn nie rozładowuje się samoczynnie po kilku pochmurnych dniach. Odpowiednio wysuszone i przechowywane drewno może czekać na swoją kolej przez długie lata.
Oczywiście drewno nie jest paliwem bezemisyjnym, a las nie jest niewyczerpanym magazynem opału. Trzeba nim rozsądnie gospodarować, a samo spalanie prowadzić możliwie czysto i efektywnie. Tym bardziej że drewno, którego raz zabraknie, nie pojawi się na życzenie w następnym sezonie grzewczym.
Może więc zamiast nieustannie zastanawiać się, czym zastąpić drewno, warto również pomyśleć, jak najlepiej wykorzystać naturalne zasoby surowca, które już mamy? O tym również będzie w kolejnym odcinku.

Na koniec ostatnie polano. Kominek na drewno jako niezależne źródło ogrzewania
Z całej tej opowieści wynika jedna dość zabawna rzecz. Współczesny człowiek potrafi zbudować dom o niemal zerowym zapotrzebowaniu na energię, umieścić na dachu własną elektrownię fotowoltaiczną, zainstalować w garażu magazyn energii i sterować pompą ciepła przez telefon z drugiego końca świata.
Może nawet przygotować cały system do pracy podczas awarii sieci energetycznej. Pozostaje tylko zadbać, aby w zimową, bezsłoneczną noc zgromadzonej energii wystarczyło do rana. Bo choć technologia zrobiła ogromne postępy, nadal nie potrafi przekonać rozładowanego akumulatora, żeby popracował jeszcze trochę. Nawet gdy bardzo ładnie go poprosimy przez aplikację.
Tymczasem w drewutni leży sobie polano buku. Nie potrzebuje aktualizacji oprogramowania, połączenia z internetem, umowy prosumenckiej ani dotacji z Brukseli. W odpowiednio dobranym kominku, niewymagającym do pracy zasilania elektrycznego, potrafi zapewnić nam ciepło nawet wtedy, kiedy cała inteligencja naszego domu postanowiła zrobić sobie przerwę.
Oczywiście pod jednym warunkiem. Musimy dostarczyć mu powietrza. I tak wracamy do początku naszej opowieści. Możemy oszczędzać energię, uszczelniać budynki, inwestować w nowe technologie i magazynować prąd. Ale jeśli chcemy korzystać z ognia, musimy zaakceptować to, że drewno bez powietrza się nie spali. Fizyka, niestety, nadal nie przewiduje od tego żadnych odstępstw.
Błogosławionych Świąt, w cieple i zaciszu naszych domów. Do następnego razu!




























































































































































































