Sytuacja z niewydajnymi pompami ciepła i „rachunkami grozy” napędziła pelletowy boom, rozkręciła pelletowe nadzieje. Jednak wystarczył jeden zimowy tydzień, dwa tygodnie by prysł mit o ekologicznym i tanim ogrzewaniu pelletem. Było wyjątkowo zimno a pelletu nie było a jak był to bardzo drogi i pod przydział. Tuż za polskimi granicami pellet był nie tylko dostępny ale i zdecydowanie tańszy. Posypał się hejt i przekleństwa...
Producenci pelletu twierdzili, że to nie ich wina tylko braku surowca, mrozu i czego tam jeszcze i... obiecało poprawę. Kiedy zapomniano o zimnych nocach w nieogrzewanych domach i rynek zaczął się odbudowywać wystarczyła jedna, pozornie atrakcyjna propozycja by pellet kupować latem bo jest...tańszy by po raz kolejny pelletowa historia posypała się. Taniego „letniego” pelletu nie ma, pellet jest ale ...drogi. Ludzie po raz kolejny są zaniepokojeni bo zima przyjdzie na pewno.
Media, szczególnie społecznościowe uwielbiają takie sytuacje kryzysowe, stąd tak wysokie notowania pelletowych informacji. A jakie są fakty?
Polska jest trzecim w Europie producentem pelletu oraz liderem wysokiej jakości pelletu certyfikowanego. Zwykle z 2- 2,2 mln ton jakieś 1,5 mln trafiało na eksport , rynek wewnętrzny i tak by tego nie wchłonął bo większość Polaków ogrzewała się węglem i pellety myliła z paletami.
Jednak unijne wymagania narzuciły również promocję biomasy więc pojawiły się kotły pelletowe na liście urządzeń dotowanych a producenci kotłów szybko przestawili się na ekologiczne paliwo. Tak skutecznie to zrobili, że chociaż dokładnych danych brak jesteśmy prawdopodobnie europejskim nr 1 w produkcji kotłów na biomasę, w tym głównie pellet.
Na początku pelletowe kotły na liście programu „Czyste Powietrze nie budziły zainteresowania bo wciąż rządziły pompy ciepła. Dopiero gdy nastąpiło rozczarowanie pompami ciepła wynikające z „rozbieżności obietnic z realiami” kotły na pellet zostały potraktowane jako poważna alternatywa a ich sprzedaż tak bardzo przyspieszyła, że zaskoczyła samych producentów.
Również producentów i dostawców pelletu! Mamy już zainstalowanych około 450.000 kotłów na pellet ale nie mamy do nich paliwa! A przecież każdy kocioł potrzebuje paliwa, kilku ton pelletu na sezon. Wprawdzie polska produkcja pelletu nie jest mała, te 2-2,2 mln ton, które dają nam 3 pozycje w Europie to nie mało jednak gdy odejmiemy ok 1,5 mln ton jakie eksportowano to co zostaje plus niewielki import nie mogło wystarczyć na długo nawet przy lekkiej zimie. Pojawienie się problemów było ewidentne a tydzień silniejszych mrozów to tylko potwierdził.
Gdy braki paliwa pojawiły się wszyscy zapewniali „ to nie ja”, tworzyli opowieści o zamarzniętych maszynach i niedostatku surowca a posiadacze kotłów zostawieni byli samym sobie. W Polsce pelletu brakowało a ten, który był kosztował bardzo dużo. Po drugiej stronie Odry czy Olzy, w Niemczech i Czechach pelletu nie brakowało i był nawet zdecydowanie tańszy.
Jeśli w kraju, który jest jednym z głównych producentów pelletu, na dodatek liderem w produkcji wysokiej jakości granulatu, przy zaledwie 450 tysiącach urządzeń już pojawiają się braki i wysokie ceny to coś nie gra i wiele osób było przekonanych, że to problem wykreowany sztucznie a nawet była to spekulacja! Wszyscy byli zadowoleni ale żaden urzędnik ministerstwa, żadna branżowa organizacja, jednym słowem nikt nie monitorował na bieżąco prostej zależności ilości urządzeń i paliwa. We Włoszech własna produkcja pelletu wynosi skromne ok 400 tysięcy ton ale potrzeby paliwowe 3 milionów piecyków zabezpiecza również import pelletu, który wynosi 3 mln.ton i nie słyszałem tam o brakach paliwa. Nie ma co się oszukiwać, że surowca do produkcji pelletu w Polsce będzie więcej i import, poważny import musi stać się ważnym elementem. W końcu, mimo swoich zasobów sprowadzaliśmy też węgiel z różnych zakątków świata. W przypadku pelletu może nie trzeba sięgać aż tak daleko…. Estonia, Łotwa i Litwa są poważnymi producentami więc można z pewnością z tych krajów pellet sprowadzić. Białoruś to też wielki producent pelletu, chociaż obecnie objęty sankcjami. Trzeba o tym myśleć, liczyć i odpowiednio wcześnie reagować, zaczynając od organizacji branżowych.
Transformacja ogrzewania domów w Polsce jest nieunikniona więc jeśli mamy do wymiany 2-2,5 mln starych kotłów zwanych „kopciuchami”, jeśli chcemy odejść od spalania węgla w gospodarstwach domowych i ograniczyć zużycie gazu to mimo ekspansji pomp ciepła potencjalnie zostaje około 1 milion miejsc dla kotłów na pellet. To wielka szansa dla polskich producentów urządzeń ale milion kotłów razy 5-6 ton paliwa na sezon daje lekko licząc przyszłe zapotrzebowanie rzędu 5-6 mln ton a „nasze” 2 mln ton to, jak się okazało, nawet dzisiaj za mało! Nie chcę straszyć ale jeśli wcześniej nie zapewnimy dostatecznej ilości pelletu, nie zbudowana zostanie sieć magazynowania i dystrybucji to kryzys z zimy 2025/2026 wydaje się być niczym w porównaniu z tym co może nas czekać za kilka lat…. Chyba, że okażemy się mądrzejsi …
